Z kroniki klasztornej – 15 sierpnia 1944

Wtorek, 15 sierpnia 1944

Wniebowzięcie NMP, tak bardzo wyczekiwane, nie przyniosło żadnej poprawy. Po Mszy św. Matka Subprzeorysza w imieniu Matki Wielebnej (która jest tak słabiutka, że nie opuszcza łóżka) odczytała akt obioru Najśw. Matki naszą Najwyższą Ksienią[1].

Poza tym wszystkie ćwiczenia zakonne odbywają się w grobach[2] możliwie najregularniej. Godziny adoracji w dzień i w nocy są dokładnie wypełniane, także i reparacje[3] tuż przy ołtarzu u stóp Najśw. Sakramentu.

Najgorsza sprawa – to gotowanie. Siostry kucharki dotychczas gotowały z wielkim poświęceniem i narażaniem swego życia – w kuchni, ale dziś, gdy zostały rozbite świeczkarnia i apteczka[4], Matka Wielebna poleciła gotować tylko nad ranem, a potem odgrzewać nieco jedzenie pod wieczór, gdy się ściemnia, aby nie było widać dymu z komina, bo to wywołuje złość Niemców. A tego jedzenia gotuje się całe kotły i zawsze za mało! Trudno nawet obliczyć, ile osób jest na naszym utrzymaniu, bo co dzień więcej przybywa.

Do gospodarstwa też siostry biegają zajrzeć z rana i wieczorem, by wydoić krowy i nakarmić świnki. Kury zostały przeniesione do piwnicy pod kuchnią.

Przed południem w korytarz od dołu[5] uderzyła „szafa” miotająca ogień. Pobiegłyśmy natychmiast ratować, by nie dopuścić pożaru do klasztoru. Przybiegło również i wojsko, gdyż szkoła[6] obok, w której rezyduje dowództwo, była też bardzo zagrożona. Chciałyśmy się dostać na dół, lecz niemożliwością było przejść przez rozwalone gruzy i ogień, a cały ogród pod silnym obstrzałem. Siostry dzielnie pracowały jak mogły, zrywając siekierami drewniany korytarz. S. Klara zaś pobiegła do westiarni[7] ratować bieliznę. W tej chwili runęła druga „szafa”, tym razem burząca, zasypując gruzem ratujące siostry i żołnierzy. Na szczęście wszyscy żyli, wygrzebując się energicznie z gruzów. Tylko biedna S. Klara jęczała boleśnie wzywając ratunku, przytłoczona drzwiami z westiarni, wyrwanymi z zawiasów. Wyglądała jak nieboskie stworzenie, cała skotłowana z gruzem, welon i habit w strzępach, a ręka prawa złamana i poraniona przez całą długość. Doktor z S. Rafaelą założyli łupki, ale trzeba ja odprowadzić do jakiegoś szpitala, bo bez gipsu ręka się nie zrośnie.

Kościół i klasztor - sierpień 1944 r. (fot. Edward Tomiak, MPW)

Kościół i klasztor – sierpień 1944 r. (fot. Edward Tomiak, MPW)

[1] We wszystkich klasztorach Benedyktynek Sakramentek ksienią jest Matka Boża. Akt Jej wyboru jest uroczyście ponawiany co roku w Uroczystość Wniebowzięcia.

[2] Tzn. w krypcie pod kościołem.

[3] Reparacja – kilkugodzinna adoracja wynagradzająca odprawiana codziennie przez jedną z sióstr.

[4] Pomieszczenia te sąsiadowały z kuchnią.

[5] Chodzi o drewniany korytarz łączący klasztor z budynkiem na najniższym tarasie ogrodu.

[6] Szkoła mieściła się w budynku zabranym klasztorowi przez władze carskie w ramach represji po powstaniu styczniowym.

[7] Miejsce przechowywania odzieży.

Co myślisz?

*