Szczęśliwi, którzy potrafią śmiać się z samych siebie – będą mieli radość i zabawę przez całe życie!
Mistyka liturgiczna
Podczas rekreacji w bardzo licznym podówczas nowicjacie trwa ożywiona wymiana zdań na temat liturgii godzin, a zwłaszcza o upodobaniach dotyczących psalmów, stanowiących jej osnowę. Jednej z sióstr odpowiadają psalmy historyczne, innej – mesjańskie, inna znów woli psalmy uwielbienia. Wreszcie kolej na wyrażenie swoich preferencji przychodzi na postulantkę.
– A ja najbardziej lubię psalmy… krótkie! – oznajmia z rozbrajającą szczerością.
Kryzys tożsamości?
Instytucje państwowe nie uznają imion zakonnych. Matka przeorysza podpisuje się więc w zależności od tego, dla kogo dokument jest przeznaczony, albo imieniem chrzestnym, albo zakonnym, albo jednym i drugim, przy czym imię zakonne ma wariant krótki, dłuższy (z dodaniem imienia Maria, które noszą wszystkie siostry) i pełny (z dodaniem tajemnicy, np. „od Jezusa”, „od Trójcy Świętej” itp.). Wariantów jest sporo, a dokumentów niekiedy cały stosik. Właśnie jedna z sióstr podsuwa kolejny papier…
– To jak ja się nazywam?! – pyta zdezorientowana przeorysza.
Piorunujące zadanie
Na rekreacji siostry marzą o figurze św. Benedykta przed klasztorem. Projekty mnożą się z zawrotnym tempie. Ktoś podrzuca pomysł, aby przedstawić go razem z siostrą – św. Scholastyką. Stąd już prosta droga do skojarzenia ze słynną sceną z „Dialogów” św. Grzegorza, gdzie Scholastyka wyprasza u Boga burzę, aby móc dłużej rozmawiać z bratem o radościach nieba.
– No to oni muszą być pod parasolem! – proponuje jedna z sióstr.
– I jeszcze sztuczny deszcz by się przydał… – fantazjuje inna.
– I koniecznie pioruny! – dorzuca następna.
U którejś z sióstr budzi się zmysł praktyczny:
– Można by te efekty specjalne włączać dla turystów za drobną opłatą, żeby pokryć koszty prądu i wody. Wyłącznik mógłby być przy furcie.
Siostry świetnie się bawią snując coraz bardziej absurdalne plany. Tymczasem dyskusji przysłuchuje się z rosnącym niepokojem furtianka, która dopiero przed chwilą dołączyła do grupki rozmawiających. Nie zdążyła jeszcze zorientować się, o co chodzi, ale wizja tłumu turystów, domagających się dodatkowych usług, zapala w jej głowie światełko alarmowe:
– Ja naprawdę mam bardzo dużo pracy na furcie i nie dam rady włączać tych piorunów! – protestuje z całą powagą, wywołując tym salwę śmiechu.
________________
Po latach marzenie, które wówczas wydawało się nierealne, ziściło się. Przed klasztorem stoi dziś pomnik św. Benedykta. Bez św. Scholastyki, bez parasola i bez… piorunów!
Żeberka
W klasztorze trzęsienie ziemi – trwa wielka akcja wymiany starych żeliwnych kaloryferów żeberkowych na nowoczesne, wydajniejsze grzejniki. Siostra „major domus” (odpowiedzialna za remonty) dwoi się i troi, dokonując szczegółowej inwentaryzacji i przeliczeń, aby moc nowych grzejników odpowiadała starym. Pozostały jej jeszcze do uwzględnienia pomieszczenia poza klauzurą, w tym mieszkanie kapelana. Zaaferowana chwyta za telefon:
– Proszę księdza, matka przeorysza poleciła policzyć księdzu żeberka!
Szkoda, że nikt nie widział w tym momencie miny księdza kapelana!
Zbyt zaawansowane kryteria wyszukiwania
Do klasztornej biblioteki przychodzi siostra z prośbą o pomoc w znalezieniu książki, która odpowiadałaby jej obecnym duchowym potrzebom. Niestety, po przetworzeniu licznych i precyzyjnie ujętych kryteriów wyszukiwania, pamięć operacyjna siostry bibliotekarki zwróciła wynik: zero. Zrezygnowana informuje:
– Przykro mi, ale tę książkę będzie siostra musiała napisać sama!
O, Matko!
Noc Bożego Narodzenia, podniosły nastrój, uroczyste Oficjum. Podczas Godziny Czytań lekcje z proroka Izajasza śpiewane po łacinie, śpiewane responsoria… W drugim nokturnie przejęta lektorka stara się, aby czytanie wypadło jak najlepiej i wkłada w nie całe serce i wszystkie umiejętności, dobitnie wymawiając każde słowo i akcentując świeżo wyćwiczone na lekcjach dykcji wyraźne „r”.
„Porodziła swego Pierworodnego, owinęła w pieluszki i złożyła w GROBIE…”
Tu lektorka uświadomiła sobie, że coś było nie tak i zbita z tropu na chwilę zamilkła, a w ciszy, jaka zapadła w chórze, rozległ się teatralny szept pierwszej kantorki:
– O, Matko Boska, coś Ty zrobiła!
Niechaj ci Bóg to uczyni i tamto dorzuci…
Specjalna mała tablica, z umieszczonymi na niej zakładkami z imionami sióstr, ułatwia organizację spowiedzi. Przed przyjściem spowiednika ceremoniarka chcąc przypomnieć siostrom o sprawdzeniu i ewentualnemu odwróceniu swoich zakładek, by uniknąć zamieszania, pisze ogłoszenie. Skrót myślowy, którego w nim użyła, był zupełnie zrozumiały dla wszystkich obeznanych z klasztornym zwyczajem i nie budził niebezpiecznych skojarzeń, jednak dla nowej adeptki życia mniszego brzmiał on jak złorzeczenie.
„Kto nie idzie do spowiedzi, niech się przewróci!” – przeczytała wstrząśnięta świeżo upieczona postulantka.
Wieczna bateria
Niedosłysząca siostra udaje się z niedziałającym aparatem słuchowym do specjalisty. Ten, przestudiowawszy dokładnie przypadek, oświadcza:
– Siostro, aparat jest w porządku, tylko bateria się wyczerpała.
– Niemożliwe! – stanowczo oponuje właścicielka aparatu. – Siostra, która dała mi tę baterię, mówiła, że u niej kiedyś działała!
Monastyczna definicja rapu
Na rekreacji jedna z sióstr przegląda czasopisma.
– Co to jest rap? – pyta, zaintrygowana jakimś artykułem.
Siostra bardziej biegła w gatunkach współczesnej muzyki, wyjaśnia:
– To taka recytacja na jednym tonie… jak psalmodia!