Z kroniki klasztornej – 17 sierpnia 1944

Czwartek, 17 sierpnia

Z rana, ponieważ niebezpieczeństwo się zwiększyło, zaraz po odprawieniu Mszy św. Przez Ks. Rozwadowskiego, udałyśmy się na poszukiwanie schronu dla reszty sióstr. Nie było to rzeczą łatwą: przelatując od bramy do bramy, obsypywane salwami karabinowymi i granatami, dotarłyśmy najpierw do kościoła Panny Maryi. Tam zawód: wejście do schronu zawalone, pełno trupów. Trzeba iść gdzie indziej. Spotykamy znajomą policjantową, użala się nad nami i radzi iść do p. Porejko na Kościelną. Trudno gdzieś trafić, wszędzie pełno gruzów. W końcu dotarłyśmy do p. Porejko – piwniczki małe i już przepełnione, pozostaje sala fabryczna na parterze, wprawdzie o grubych murach, ale już bardzo zarysowanych. Przy tym malutka piwniczka, głęboka i stroma, pełna śmieci i kafli. Przy pomocy kliku chętnych dziewczynek staramy się ją trochę uporządkować. Wtem „szafa” kotłuje nas w tej piwniczce niemożliwie, światło gaśnie, uciekamy stamtąd brudne i przestraszone. Niepodobna dłużej tu wytrzymać. S. Celestyna wyrusza do OO. Franciszkanów szukać schronienia dla sióstr. Droga pełna niebezpieczeństw, u drzwi schronu znowu trup  kobiety. Wchodzimy w podziemia kościelne, zaduch straszny, przy mdłym świetle świeczki widać twarze blade i wynędzniałe mężczyzn, kobiet i dzieci. Niebezpieczeństwo też wielkie, bo kościół silnie zarysowany, a wyjście tylko jedno. O. Emanuel w imieniu O. Gwardiana nas oprowadza. Nie odmawiają, jeśli chcemy możemy przyjść, ale warunki doprawdy straszne. Z powrotem nie mogę trafić do p. Porejko. Wpadły „szafy” burzące, niszczące budynki, na miejscu małej piwniczki, w której siostry miały się schronić – olbrzymi lej, na parę metrów głęboki. Szczęściem nie było tam już żadnej siostry. Wobec tak wielkiego niebezpieczeństwa w tym miejscu, decydujemy się iść na Freta do Matki Wielebnej i reszty Zgromadzenia. Tam na razie jeszcze najbezpieczniej, choć też groźnie. Korytarze pełne jęczących rannych, leżących na ziemi na siennikach albo i bez sienników. W pokoiku przeznaczonym dla nas szyby w nocy wyleciały od huku, ale on sam na razie dobrze się trzyma. Trzeba tu przeczekać aż cały kościół nasz i klasztor zostaną spalone, wtedy, o ile piwnice ocaleją, będzie można do nich pod gruzy się przenieść. Walki bowiem przeciągną się jeszcze długo, coraz jaśniej widać, że nasi już nie zwyciężą, ale będą się bić aż do stracenia.

Ul. Franciszkańska, sierpień 1944

Ul. Franciszkańska, sierpień 1944. Po lewej na pierwszym planie kościół franciszkanów. Dalej, na wprost barykada odgradzająca ulicę od Freta (fot. Jerzy Chojnacki, MPW)

Co myślisz?

*