Z kroniki klasztornej – 26 sierpnia 1944

Sobota, 26 sierpnia 1944

Święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Odprawiałyśmy gorliwą nowennę do Królowej Polski o ratunek dla naszej biednej stolicy. Tymczasem nie ma odpowiedzi z nieba. Najśw. Matka patrzy w oczy Boże i widocznie widzi, że trzeba, aby Warszawa tak strasznie cierpiała! Fiat voluntas Dei! Niech nam uprosi tylko siły do wytrzymania tego wszystkiego, bo u wielu wiara już się załamuje.

Po południu zjawił się u nas Ojciec spowiednik, Prowincjał Pallotynów. I oni już złożyli swą krwawą ofiarę, zginęli jeden kapłan, jeden brat i jeden kleryk. Opowiadają o tragicznej śmierci OO. Jezuitów z Rakowieckiej, wymordowanych granatami przez Ukraińców. Szczęśliwi oni już – spokojni i bezpieczni w niebie. Ojciec pocieszał nas i umacniał na duchu jak umiał. Matka Wielebna radziła się też Ojca co do przebywania P. Jezusa w tabernakulum. Tak by nam dobrze było z Panem Jezusem, ale z drugiej strony boi się profanacji, bo cały nasz schron zamieszkały jest przez rozmaitą ludność. Kłócą się, krzyczą, gotują, jedzą itd. Ojciec był zdania, żeby jednak mimo wszystko Pan Jezus pozostawał wśród nas w tabernakulum. Naszymi modlitwami i adoracjami postaramy się Mu wynagrodzić te mimowolne nieuszanowania, które Go spotykać będą. Stąd wśród nas radość wielka, obecność Jezusa na ołtarzu daje wielki spokój i siłę.

Pomimo wielkiego wyczerpania u Sióstr, wszystkie ćwiczenia jak: medytacja, adoracja, a przede wszystkim wspólne odmawianie chórowych pacierzy – są zachowywane i pilnie przestrzegane, zwłaszcza przez nieustraszoną Matkę Subprzeoryszę. Czasem głosy się trzęsą, zwłaszcza gdy bombowce warkoczą nisko nad naszymi głowami, albo pociski artyleryjskie wstrząsają murami, ale modlitwa chóralna ani na chwilę nie jest przerwana. Raz gdy naleciała „szafa” silnym podmuchem nas przewracając i gasząc wszystkie świece, powstało zamieszanie, lecz wnet odważniejsze siostry podjęły psalm na nowo i odmawiały go z pamięci, póki się nie uspokoiło i świece nie zostały zapalone. Jak pięknie byłoby dla benedyktynki od nieustającej adoracji umrzeć u stóp ołtarza odmawiając pacierze kanoniczne! Ale to najlepsze, co Bóg da!

Przed klasztorem

Mężczyzna na rynku przed klasztorem, sierpień 1944 (fot. Edward Tomiak, MPW)

Co myślisz?

*